i zastanawiam się po co mi to ciało. po co mi to cholerne ciało? wuefistka zawsze z zapałem powtarzała: po to jest ciało, żeby bolało! tak kurwa, właśnie po to jest. do niczego innego nie jest stworzone. no chyba, że jeszcze jako worek na spermę. lub jako podnóżek dla panicza. lub jako wieszak na kapelusze. lub jako milion innych rzeczy egzekwowanych przez obcych ludzi przez całe nasze życie. ja pierdole.
po co ono jest? no po co?! żeby zastanawiać się nad każdą ładą tłuszczu lub kolejną zmarszczką? rozstępami? nad podkrążonymi oczami, niedoskonałościami twarzy? nad popękanymi ustami, niezagojonymi ranami po kolczykach w uszach? nad problemami układu moczowo-płciowego, pokarmowego, nerwowego, oddechowego, odpornościowego? ja nie mam układu odpornościowego! zgubiłam go. zgubiłam go i nie chce mi się go szukać.
po co ktoś kłamie, że twoje ciało jest piękne? po co ktoś tak okrutnie kłamie? gówno prawda. tak ohydnej kupy flaków już dawno nie widziałam. jeśli kiedyś będę mieć własne mieszkanie, nie będzie w nim lustra. nie mam ochoty patrzeć na swoją czerwoną, opuchniętą twarz.
jak można kłamać z taką premedytacją? jak można? jak kurwa można?!
już nie uwierzę w żadne dobre słowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz