tytuł z dEupy. jak zwykle zresztą.
wyszłam rano, wróciłam w nocy. mogłabym tak codziennie.
Białe małżeństwo. nie wiem, nie rozumiem, ja chyba się nie nadaję do oglądania sztuk teatralnych.
dostałam kubek i japonki, w końcu. cieszę się, trochę. bardziej cieszyłam się w windzie, jak jechałam z nimi do pokoju.
jutro Zmierch bogów. oby nie był totalnym zaćmieniem.
jestem brudna i śmierdzę. wszystko ze mnie ścieka i się klei. wewnątrz choduję robaki, na własnej wątrobie, żołądku i nerkach. słabo mi, w głowie mi się kręci.
odejdź, zejdź ze mnie, wynocha! nie chcę cię, ty mały szkodniku mózgu. odejdź i zabierz ze sobą brudne myśli.
pragnę błogiego zawieszenia w bezruchu i niebycie. chcę wyjąć mózg i wsadzić do słoja z formaliną. patrzeć na niego, świecić mu lampą po oczach i przeprowadzić przesłuchanie.
- gdzie byłeś 19 stycznia 2011 roku o godzinie 11.00?
- dlaczego zgodziłeś się na wydarzenia z 15 lipca 2010 roku?
- co cię podkusiło pisać list za listem?
- po co to wszystko?
- no słucham, odpowiadaj! inaczej zaleję cię domestosem, a to boli, możesz mi wierzyć. zapytaj nerek z sąsiedniej celi.
mózg odpowiada: znam odpowiedzi na dwa pierwsze pytania, na resztę nie odpowiem. nie ma sensu. ani ja tego nie rozumiem, ani serce. tak już chyba jest i trzeba się z tym pogodzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz