piątek, 11 marca 2011

czemu te ściany są tak brudne?

siedzę i patrzę w sufit. nie wiedziałam, że jest tak brudny. nie zauważyłam tego wcześniej. może dlatego, że nie patrzyłam w górę. staram się tego nie robić, szyja boli. a może dlatego, że pomalowałam ścianę i wszystko obok niej wydaje się takie brudne. i stare. 

ja jestem brudna i stara. zużyłam się jak papier toaletowy. szybko się rozwijam i szybko kończę. psuję się od środka, cuchnę zgnilizną, choć paradoksalnie nigdy nie miałam tak dobrej komunikacji z własnym ciałem. takiej milczącej akceptacji samej siebie.

siedzę sama, w pokoju sama. słucham muzyki i czytam bloga poleconego przez Żbietę. Elektry i Mikołaje z Wilkowiecka leżą i czekają na ich kolej. czy się doczekają? nie wiem.

nic nie jest pewne. wiosna też nie jest pewna, choć czuję ją własnym nosem. nie kicham z przeziębienia albo jak kto woli z przyzwyczajenia. ale dzisiejszy grad upewnił mnie w przysłowiu: w marcu jak w garncu

piątki to dni o zabarwieniu historyczno-rozrywkowym. dzisiaj atrakcją był "całun" i zmartwychwstanie pana J., czyli innymi słowy Visitatio sepulchri. 

kiedy ja w końcu przejrzę na oczy i zrozumiem, że niektóre rzeczy dzieją się tylko w bajkach albo wysokobudżetowych produkcjach? 
mama zawsze mówi: myśl pozytywnie, cokolwiek miałoby się zdażyć. ja zawsze jadąć do domu lub do sklepu myślę o tym, że czeka na mnie najlepsze miejsce parkingowe i kiedy przyjeżdżam, ono tam jest. z innymi rzeczami jest podobnie. 
tak mamo, masz rację. jednak nie mam jakoś energii, by myśleć pozytywnie. 

myślałam, że można było nazwać to przyjaźnią, przeliczyłam się. dostałam dokładne i szczegółowe instrukcje jak mam się obchodzić z artystycznym mechanizmem pana G., ale chyba jestem za głupia by je zrozumieć. może za mało przedmiotów teoretycznych przerobiłam? a może brak mi tej artystycznej empatii? nie wiem, ale szczerze mnie to boli. 

[sms]
jakbyś Ty potrzebował pomocy wysłuchałabym bez mruknięcia. ładny mi przyjaciel. nie potrzebuje byś mówił, że wszystko będzie dobrze, ale żebyś był i żebym wiedziała, że mogę na Tobie polegać. że w razie czegoś mam się do kogo przytulić. stałeś się dla mnie bardzo ważny. szkoda, że tego nie wiesz. 
przeliczyłam się. może dlatego, że tak kiepsko u mnie z matematyką.

czekam w ciągłym zawieszeniu. czekam na coś niemożliwego. czekam na nic. ale czekam. bo co mam robić? 



chcę wrócić do domu. chociaż na chwilę. ale nie mogę teraz. jestem uziemiona. z własnej woli. zostaję, wracam w kwietniu. chcę pojechać do Krakowa. chyba tylko po to, żeby pokarmić gołębie. 

czas spędzam na spaniu, nieczytaniu, nierobieniu, słuchaniu i mówieniu, na festiwalowym robieniu materiałów promocyjnych, na oglądaniu, na myśleniu o niebieskich migdałach, na jedzeniu (non stop) i na piciu (zbyt rzadko). 

chcę gorącej czekolady. zaraz po nią pójdę. pójdę po nią. pójdę? 


nie żałuję żadnego słowa: dobrego ani złego. żadnej myśli, żadnego czynu. 
żałuję, że przestałam walczyć. poddałam się. 
ale każdy ma w końcu dość. prawda?


Czas mający ciężar właściwy napiera na ciebie jak wieloznaczny dawny sen. Poruszasz się ciągle, żeby się przez niego przedostać. Choćbyś poszedł na koniec świata, nie uda ci się od niego uciec. Lecz mimo to musisz iść na koniec świata. Są rzeczy, których nie da się zrobić, jeśli nie pójdzie się na koniec świata. Murakami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz