i nie tylko. to są chyba jakieś żarty, ale niezbyt śmieszne. przemokły mi welury, zimno jak diabli, droga, którą pokonuję w cztery godziny wydłużyła się do sześciu. ledwie wsiadłam do autobusu, ale pani która siedziała obok mnie non stop czymś mnie częstowała, więc powiedźmy że to mała rekompensata.
siedzę, suszę włosy ręcznikiem, słucham Czesława, by nie słyszeć filmu, który oglądają... jutro zaczyna się Festiwal Szkół Teatralnych - piszę tylko ze Ślubów panieńskich (PWST Kraków), które otwierają festiwal. ale chciałabym iść i na Ożenek (Łódź), i na Yermę (AT Warszawa), ale nie wiem czy wyrobię się z recenzją. tak czy inaczej, będzie kiepsko. coś trzeba wybrać, pewnie wybiorę na ostatnią chwilę. pewnie będę solidarna, ale Passini...!
a Olkusz już wie, że jestem z Olkusza. wino wyciągnęło wszystkie soki z K.A.P.
nie wiem, czemu czuję pewien dyskomfort psychiczny. czuję się dobrze, dojechałam cała (choć kilka razy myślałam, że zaraz zginiemy) i w pokoju wszystko w porządku, na razie. może trochę się boję tych recenzji, bo to trochę większe wyzwanie niż rok temu. może dlatego, że jak wrócę do domu to będziemy mieszkać gdzie indziej, trzeba będzie załatwiać nowe zameldowanie (a właśnie, gdybym nie była zameldowana tymczasowo w Łodzi byłabym bezdomna), nowy dowód, nową legitymację, wszędzie zmieniać tylko jedną cyferkę. co za zawracanie głowy. może, dlatego że zjadłam cały wielki talerz ryżu z serem? jakoś coś mi ciąży, mam nadzieję, że to minie, bo było tak miło.
czegoś mi brak, tylko czego? pożegnanie małego wojownika
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz