sobota, 2 kwietnia 2011

tosty z jajkiem

na śniadanie. zupa-krem z brokułów na kolację. co będzie na obiad? dobrze jest czasem wrócić do domu, choćby po to by się najeść. dobra, ok, także by się spotkać z przyjaciółmi i posiedzieć z rodziną w jednym pokoju.
dowiedziałam się, że mój pokój jest idealny do spania, bo łóżko leży w świetnym miejscu (a kto przesuwał, no kto? <dumna z siebie, wrodzone zasady fenk szuji>), dlatego matka dostała ostatnio zawału nie widząc ojca w łóżku. rozmowa:

matka- gdzie ty byłeś całą noc?
ojciec- spałem u Kasi.
matka- dlaczego?
ojciec- nie mogę coś ostatnio spać. a poza tym to jest idealne miejsce! łóżko dobrze leży! a wy z Agatą chrapiecie.
matka- żebym ja cię zaraz nie chrapnęła.

było mi się w Katowicach. piło nam się z Natalią piwo (oszczędność na sztuce 1zł!) oraz jadło nam się przepyszny obiad (ej, ale to mięso nie będzie słodkie?). szczerze? trzeba było kupić wino! albo wódkę, albo lepiej nie... ale Ku Klux Klan rządzi. nie ma co. a śledzie rano bez kakałka to samobójstwo na cały dzień.

w Sosnowcu widziałam męskie, studenckie mieszkanie, o dziwo czyste. po czteromiesięcznym niewidzeniu opowiedzieliśmy sobie wszystko, przy upojnym napoju z piczki. podziwiałam kolorystykę kuchni i przedpokoju (1. połączenie ścian w kolorze różu, pomarańczu, chuj wi czego z pastelowo-zielono-niebieską wykładziną, 2. żółte, niebieskie, zielone i białe poziome paski). stanie w zapchanym busie przez 40 minut - bezcenne. wynagrodzone kupnem lizaka o smaku coli, który farbuje język.

ja- eeee (pokazuje język dziesiąty raz)
Kuba- to jakaś ściema, nic nie widać.


szkoda, że już jutro jadę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz